Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Wizyta w Gdańsku, rozpacz kolegi, pierwszy dzień w szkole oraz zamach na moje życie.

Wizyta w Gdańsku, rozpacz kolegi, pierwszy dzień w szkole oraz zamach na moje życie.

Jak co dwa tygodnie udałem się karetką na wizytę do WCO w Gdańsku. Dlaczego karetką? Bo miałem mieć kolejny zabieg radioterapii, a po tym zabiegu nie był bym wstanie prowadzić auto, dla tego karetką. Podróż minęła mi bardzo przyjemnie, na SMS-ach z wspominanym już tu przez mnie Łukaszem, którego starałem się pocieszyć i wyprowadzić z dołka, a także zniechęcić od popełnienia samobójstwa.

Łukasz, był bardzo zdołowany, przez swoich rodziców. Bał się wrócić do domu w obawie przed kolejną awanturą, miał już tego wszystkiego dosyć i niemiał sił na nic. Ja robiłem wszystko, wnet stawałem na głowie, żeby go pocieszyć. Sam wiem, co to jest rozpacz. Jak 1 lutego dowiedziałem się o chorobie, prawie nikogo nie było przy mnie. Z nikąd nie mogłem znaleźć pocieszenia. Byłem na skraju załamania nerwowego, miałem nawet głupie myśli o śmierci samobójczej, ale jednak udało mi się oswoić z tą wizją swej krótkiej przyszłości, choć jak się później okazało, nie na długo. Łukasz napisał mi cos takiego: „ (…) Ech ja cię zadręczam swoimi problemami, a sam ich wiele masz i to większe odemnie” Cieszyłem się bardzo, że to właśnie do mnie Łukasz przyszedł, ze swoimi problemami, bo czułem, że jestem potrzebny, ale jednocześnie czułem się źle, bo nie mogłem nic zrobić, żeby zmienić jego decyzję, dotyczącą samobójstwa. Moje argumenty do niego nie dochodziły, a mówiłem mu, że będzie dobrze, że śmierć nie jest rozwiązaniem, że ma osoby, którym zależy na nim, że Arturowi serce pęknie z rozpaczy, że my o nim tak szybko nie zapomnimy, aż na końcu powiedziałem mu, że jak on to zrobi, to ja też to zrobię. Nie wiem, czy to zadziałało, bo musiałem przestać pisać, bo byłem już w przychodni i czekałem na lekarza.

W poczekalni, jak zawsze działy się dantejskie sceny. Kolejki pacjentów czekające do każdych drzwi i widok tych ludzi, po chemioterapii, przerażający, wywołujący uraz w psychice. To wszystko to byli tak naprawdę młodzi ludzie, wprawdzie nie tak młodzi jak ja, ale też młodzi, ok. 30 – 40 lat mieli, a wyglądali gorzej jak Ci co przeżyli niemieckie obozy koncentracyjne, podczas II wojny światowej. Ten obraz wywołał u mnie wstrząs traumatyczny. Ale nie będę już o tym pisał. Kiedy wszedłem do gabinety, mój doktor przejrzał całą dokumentację medyczną i zaczął mnie macać po szyi. Sprawdzał powiększenie węzłów chłonnych, potem tomograf komputerowy szyi, żeby zobaczyć jak wygląda sprawa z przerzutami i naciekami oraz videolaryngoskopie, celem sprawdzenia, czy guz się nie powiększa. Ogólnie to drugie badanie nie należy do przyjemnych. Wkładali mi rurę do gardła, aż się prawie zwymiotowałem. To prawie tak jakby komuś z was wkładano wąż ogrodniczy do ust. Na wyniki tomografii będę musiał poczekać do następnej wizyty, natomiast teraz już wiadomo, po endoskopii, że guz się nie powiększył, ale też nie zmalał. Ale nieubłagalnie nadchodził czas radioterapii. Są trzy rodzaje radiologii: radykalna – ma za zadanie zniszczenie guza, objawowa – ma za zadanie zmniejszenie dolegliwości bólowych spowodowanych przerzutami oraz paliatywna – ma za zadanie łagodzenie bólu, gdy wyleczenie pacjenta jest nie możliwe. Ja zostałem zakwalifikowany do drugiej i trzeciej opcji. Sam zabieg nie jest skomplikowany. Ja leże na stole, a maszyna w kształcie odwróconej litery „L” obraca się do koła i wystrzeliwuje z siebie promieniowanie jonizujące. Po zabiegu czułem się trochę źle, ale całą drogę w karetce przespałem, a kiedy dojechałem do domu to tez spałem, miałem lekko powiększoną szyję i nie miałem głosu, ale to jest normalne no i miałem gorączkę, która mi w nocy spadłą.

A co z Łukaszem? Wszystko było ok. Rodzice na niego nie krzyczeli, a on się nie zabił. Przez 2 godziny jak byłem badany. To nie mogłem się niczego dowiedzieć i się bałem, ale wszystko było ok.

Debiut szkolny.

Następnego dnia czułem się już lepiej. Na tyle lepiej by wrócić do szkoły. Ale w innej formie. Wróciłem do szkoły jako nauczyciel. Mój znajomy – nauczyciel historii w gimnazjum gdzie się uczyłem postanowił spełnić moje marzenie i otrzymał zgodę od pani dyrektor, żebym na trochę go zastąpił. Tak więc poszedłem do szkoły i uczyłem. Wtorek miałem samą historię, od 8 rano aż do 15 z dwoma godzinnymi okienkami, czyli miałem 6 lekcji, 3 z klasami pierwszymi, 2 z drugimi i 1 z trzecią. Na pierwszej lekcji się nudziłem, bo klasa pisała prace klasową, złapałem nawet 5 na ściąganiu. No u mnie nie ma tak dobrze. Jako nauczyciel jestem wredna świnia. Po tej lekcji miałem okienko, które spędziłem na plotkach w pokoju nauczycielskim, z moimi dawnymi nauczycielami. Potem lekcja z klasą trzecią. XX lecie między wojenne. Pytam się jednego ucznia: Kto rywalizował o władzę z prezydentem Mościckim, po śmierci marszałka Piłsudskiego?Uczeń mi mówi : „nie wiem”. To ja mu daję podpowiedz: W jego nazwisku występuje gatunek grzyba”. A on do mnie: „Prawdziwek”, a jego klasa cała w śmiech, łącznie ze mną i panem Piotrem. A wy wiecie o kogo chodziło? Jeżeli myślicie Edward Rydz – Śmigły to macie rację. Potem lekcje były nudne, aż do ostatniej. Klasa druga miała mieć wojny Rzeczpospolitej z sąsiadami w XVII w, ale klasa nie szła na współpracę, to zrobiłem im kartkówkę z bieżącej lekcji, a Łukasz mi pomógł przez SMS-y. Pytałem się go jak długo mają pisać. On powiedział że krótko. Jak już sprawdziłem te ich wypociny, to wyszło dwadzieścia pięć niedostatecznych, jeden dopuszczający i jeden dostateczny. Potem zastanawiałem się czy wpisać te oceny, ale Łukasz mi napisał że mam to zrobić i zrobiłem. W końcu jestem chamem. Ach fajnie jest być nauczycielem, fajnie. Ale ja uważam, że nie był bym dobrym nauczycielem. Czemu, bo niestety szybko się zaprzyjaźniam z innymi i chyba tak samo by było z moimi uczniami. Dawałem kiedyś korepetycje dwóm osobą i po około 3 tygodniach już się zaprzyjaźniliśmy i nie mogłem ich uczyć. Znaczy nie potrafię tego wytłumaczyć, dlaczego nie mogłem, ale ciężko mi to przychodziło.

Zamach

Następnego dnia miałem spędzić w szkole także osiem godzin, na trzech miałem mieć WOS, a na pozostałych moją ulubioną historię, ale niestety w szkole spędziłem tylko godzinę lekcyjną i trochę przerwy, bo miał tam miejsce zamach na moje życie. Jeden z uczniów owej klasy drugiej, w bezczelny sposób podszedł do mnie i zepchnął mnie ze schodów. Ja odruchowo, żeby zamortyzować upadek zastosowałem tzw. pady, ale i tak nie obyło się bez wizyty na pogotowiu, bo miałem cały obolały nadgarstek, a na pogotowiu okazało się że mam złamane kości śródręcza i jeszcze skaleczenie, które trzeba było wyleczyć najpierw. Potem można mi nałożyć dopiero szynę gipsową. Resztę dnia spędziłem w domku z bolącą ręką. A co się stało z zamachowcem? Został zawieszony w prawach ucznia na dwa tygodnie.


bodygourd200 14/03/2008 15:46:03 [Powrót] Komentuj







Lay by Ryoko || Picture from DeviantArt


Strona Główna



Dodaj do Ulubionych


4897





Ksiega Gości 0
Dodaj do Księgi

2008
Kwiecień
Marzec






Powered by*Blog4u*